S P O W I E D Ź

października 29, 2017

Wyrzuć to w końcu z siebie, bo gnijesz od środka.

Przychodzą takie dni, kiedy już nie daje sobie rady sama ze sobą. Kiedy nic nie pomaga zapomnieć mi o tym, jak beznadziejna jestem i jak fatalnie się z tym czuję. Uczucie pustki nie opuszcza mnie ani na krok. Mało która rzecz sprawia, że czuje się jako tako "normalnie". Nie wiem jak opisać słowami to, przez co przechodzę od ponad roku. Wydaje mi się, że jest co raz gorzej i zaczyna mnie to powoli męczyć. Każdego dnia zakładam maskę, aby nikt nie zorientował się, że coś jest ze mną nie tak. Nawet nie wiecie jak trudno mi jest udawać przed wszystkimi, sztuczne uśmiechy, sypanie żartami, kiedy tak naprawdę zbiera mi się na płacz.

O moim stanie wiedzą tylko dwie osoby, przed resztą tak naprawdę boje się przyznać. 
Jestem tchórzem i trwam w tym strachu, lękając się odrzucenia i oceniania, wmawiania, że "WYDAJE CI SIĘ", "PRZEJDZIE CI, PEWNIE NIEDŁUGO MASZ OKRES". Dostałam namiary do dobrego psychiatry, ale nawet nie jestem wstanie wykręcić numeru. Coś od środka mnie paraliżuje, a głos w głowie mówi mi, że i tak nic mi nie pomoże i powinnam robić wszystko, aby tylko bardziej się pogrążyć.


Nie mogę zasnać, ciągle budzę się nocami, chociaż tak naprawdę przesypiałabym całe dnie. Nieustanne uczucie zmęczenia i smutku sprawiają, że najchętniej zaszyłabym się w domu i z niego nie wychodziła. Kontakty z ludźmi ograniczyłam do minimum, w zasadzie tylko i wyłącznie do tych pracowniczych (choć to właśnie w tej grupie jest ta dwójka przesympatycznych i pomocnych osób).

Z całym tym stresem sobie nie radzę. Nawet najmniejsza rzecz potrafi wyprowadzić mnie z równowagi, są  też momenty, w których mam wyjebane na, zdawać by się mogło, najbliższą mi osobę i nie czuję nic, zupełnie nic. Jestem jak kryształ lodu, który tnie niczym nóż, a słowa wydobywające się ze mnie ranią nie tylko osobę, do której są kierowane, ale i też mnie.

Czasami oszukuje siebie, że jak kupię jakieś mangi to będę szczęsliwa. Ale przychodzą one, przeczytam nawet kilka tytułów i pomimo, że nawet mi się spodobały, to nie czuję tego czegoś, co powinno nazywać się radością. Wmawiam sobie, że to tylko chwilowe i w końcu to całe gówno gdzieś zniknie. Ciężko mi o tym pisać, stukając w klawiaturę powstrzymuję się od płaczu, ale łzy płyną mimowolnie, jak zawsze zresztą, gdy o tym myślę. Robię co mogę, aby powstrzymać natłok nieprzyjemnych myśli, staram się oglądać filmy/anime, by po prostu zapomnieć. Ale się nie da. Przychodzi taki czas, kiedy ktoś wraca do tego domu i trzeba znowu założyć maskę, aby to się nie wydało. Jak dalej z tym żyć? Chcę być zniszczona, jednocześnie wołając o pomoc...


Siły dała mi Patrycja, która walkę z depresją opisuje na swoim blogu. Mam nadzieję, ze i ja kiedyś będę wstanie coś z tym zrobić.

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Może głupio zabrzmi, ale: Trzymaj się. Mam nadzieję, że ta dwójka osób jest dla ciebie wielkim wsparciem. Czegoś takiego nie można zbagatelizować, bo nawet ludzie, którzy nie mają depresji czasem mają złe dni. Jest to warte podziwu, że opublikowałaś taki post, bo może ktoś czuje podobnie i będzie bardziej otwarty do wyznań. A dzięki temu, że dodałaś linka do bloga Patrycji to może tam wejść i poczytać co nieco. A ode mnie- czytelniczki bloga: bardzo lubię twój styl pisania, te twoje xD, zdjęcia (przemawiają do mnie te kolorki) i po prostu czytam nawet te wpisy, które nie leżą w moich zainteresowaniach. Pozdrawiam z Krakowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najtrudniejszy tekst, jaki kiedykolwiek opublikowałam. Strasznie boję się linczu, gdyż w żaden sposób wpips ten nie wpasowuje się w kryteria bloga, ale ja to po prostu musiałam w końcu wyrzucić z siebie.

      Dziękuję za Twe miłe słowa, nie spodziewałam się, że ktoś może polubić mój chaotyczny i dość dziecinny styl pisania, podniosło mnie to w jakiś sposób na duchu choć na chwilę.

      Również pozdrawiam z (prawie) Krakowa!

      Usuń
  2. Nie przejmuj się że wpis odbiega od tematyki bloga. Jak tylko możesz się poczuć choć trochę lepiej od napisania co Cię gryzie, to jak najbardziej pisz! Kochana, trzymaj się mocno, życzę Ci powrotu do zdrowia. Mam nadzieję, że masz jakieś dobre wsparcie od bliskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, wiele osób nie podziela Twojego zdania i często mają dość wyświetlania na tablicy tego typu rzeczy, gdyż najzwyczajniej w świecie je przytłaczają, za co nie można mieć do nich pretensji.

      Dziękuję, postaram się nie poddać.

      Usuń
    2. Myślę, że jak kogoś coś takiego za bardzo przytłacza i jest tego świadom to po prostu nie przeczyta. Trzymam za Ciebie kciuki :)

      Usuń
  3. Martwi mnie jedno: od najmłodszych lat siedzę w środowisku "mangowców" i rok w rok trafiam na młodą osobę, która ma wszystkie wyżej opisane problemy. Nie wiem czy jest w tym jakaś zależność, czy może po prostu to środowisko przyciąga takich ludzi.

    Nie odbierz mnie źle, ja sama przechodziłam (i wiąż miewam) takie rzeczy. Od dziecka odtrącałam wszystkich od siebie, utrzymywałam kontakty tylko z osobami poznanymi w sieci, bo wiedziałam, że się nie spotkamy. Zamykałam się w pokoju, szczelnie zakrywałam okna. Miałam być tylko ja, ciemność i coś do zabicia myśli. Oczywiście padło na anime, tylko to było w stanie odciągnąć mnie od rzeczywistości. U Ciebie jednak widzę pozytywny wydźwięk, jesteś wszystkiego świadoma i chcesz z tym działać. Ja tego nie zrobiłam, po prostu życie z dala od rodzinnego miasta poniekąd zmusiło mnie do pewnych rzeczy. Ale jestem upośledzona społecznie, nie potrafię załatwić pozornie banalnych rzeczy (tudzież wykonuję je z ogromnym bólem). Moje obecne "dorosłe" życie jest sparaliżowane przez ogromny strach. Przez to czuję się tragicznie, bo wiem, że moja przyszłość (z tym lękiem) pisana jest w czarnych kolorach. Szczególnie przez to ostatnie znów targają mną negatywne myśli.

    O co mi chodzi. Zrób wszystko co jesteś w stanie już dziś zrobić. Nie poddawaj się negatywnym myślom, nie pozwól im, by przejęły nad Tobą kontrolę. Wierz mi, że konsekwencje zaniedbania tego skutkują potem w zwykłym codziennym życiu. Nie życzę Ci tego, bo to męczarnia... a życie jest stanowczo zbyt krótkie, a my wciąż tego nie doceniamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez prawie rok żyłam tak jak teraz, kompletnie nie świadoma tego, co się ze mną dzieje, co może być tego przyczyną. Jasne, zauważyłam, że coś jest nie tak, ale nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Dopiero jakiś czas temu się trochę przestraszyłam, kiedy moje, jakby to ująć, załamanie się pogłębiło i zaczęły mi przychodzić do głowy takie myśli jak to, żeby zabrać żyletki do domu lub jak tnę się łazience. Skoro powoli pojawiają się takie obrazy w mojej głowie i coś, co mnie do tego zachęca, to trochę się przestraszyłam, że któregoś dnia mogę całkowicie stracić nad sobą kontrolę i przejść do czynów, co może skończyć się dość nieciekawie.

      Kochana, współczuję, chciałabym Ci powiedzieć coś, co mogłoby Cię pocieszyć, ale po pierwsze, nie potrafię, a po drugie, nie chcę stukać czegoś, co słyszy się dookoła, typu "będzie dobrze", bo samo gadanie nic nie zmieni. Jedyne, czego mogę Ci życzyć to siły i ewentualnie jakiejś wizyt u specjalisty, który pomoże Ci wyjść z tego. Trzymaj się.❤


      A propo pierwszego akapitu - ja swego czasu bardzo odcięłam się od fandomu, więc nie wiem, czy to zjawisko jest na tyle dużo i czy to środowisko pryciąga takich ludzi. Wydaje mi się, że raczej jest duża presja otoczenia, która od młodych ludzi wymaga, aby dokładnie wiedzieli kim chcą być, gdzie pracować. Jest nam narzucone wiele rzeczy i, stety lub niestety, mamy zyć powielając pewne schematy, aby wkupić się do ogółu społeczeństwa. A wszystko tak naprawdę zaczyna się za dziecka, w domu i szkołach, tłuką nam od małego, że MUSIMY wiedzieć, kiedy życie tak naprawdę polega na odkrywaniu siebie samego.

      Usuń

Zapraszam do komentowania wpisu, który Cię zainteresował (nawet anonimowo)!
Dziękuję za aktywność i do następnego!